Przypomniała mi się niedawna wizyta Dalajlamy w Polsce, śledzona rzecz jasna w TV. Niby nic niezwykłego, przyjeżdża Dalajlama, odwiedza kilka miejsc i ludzi i odjeżdża pozostawiając na parapecie maślaną herbatę. Pomyślałem: długo go już tu nie zobaczymy. Herbata wystygnie.
Jakiś miesiąc później ponownie włączam telewizor i ponownie widzę Dalajlamę odwiedzającego pomnik poświęcony polskim powstańcom. Zapytany dlaczego przyjechał znów odpowiedział, że historie: zarówno Tybetu, jak i Polski mają wiele wspólnego.Jako Polak zacząłem się zastanawiać: dlaczego?
My, podobnie jak i Tybetańczycy byliśmy kiedyś mocarstwem, także wielokrotnie traciliśmy suwerenność, także nie raz powstawaliśmy. Dzięki splotom najrozmaitszych okoliczności wolność udało nam się odzyskać. Tybetańczykom, jak dotąd nie. Dlatego mam wrażenie, że w Polsce historia kraju takiego jak Tybet jest odczuwana silniej, pomimo tak diametralnych różnic kulturowych.
Nie wiem czy petycja do Wielkiego Brata pt. Chiny ma sens, podobnie jak nie wiem, czy wszelakie petycje do ZSRR też go miały. Miejmy nadzieję, że tak. Swoją drogą, fajnie by było gdyby któraś z wielu sokólskich uliczek nosiła imię Tenzina Gjaco na znak solidarności z narodem uciskanym.
Pamiętajmy jednak, że główna należy do Marszałka.


