U mnie księdza jeszcze nie było. I przyznam, że bardzo poważnie zastanawiam się nad tym, czy w tym roku przyjąć księdza. Bo szczerze mówiąc, mam dość takich sytuacji, kiedy ksiądz komentuje wszystko to, co zobaczy w moim mieszkaniu.

 

W tamtym roku na przykład ksiądz pierwsze słowa, które wypowiedział po wejściu do mieszkania po "Szczęść Boże", dotyczyły właśnie mojego mieszkania, a raczej tego, co się w nim znajduje. Usłyszałam, że ładnie mieszkam i dobrze mi się powodzi, bo... mam 42 - calową plazmę i laptopa.

 

Nie muszę chyba tłumaczyć, że po takim wstępie całkowicie odeszła mi ochota na dalszą konwersację. Bo mam takie wrażenie, że teraz księża chodzą z kolędą właśnie po to, żeby obejrzeć nasze domy i mieszkania. Tak, jakby tylko to ich interesowało.

 

Najgorzej to w ogóle jest wtedy, kiedy taki ksiądz odwiedza np. rodzinę, która mieszka we własnej willi, wybudowanej 20 - 30 lat temu. I nic go nie obchodzi, że ten dom został zbudowany dawno temu, a teraz sytuacja finansowa takiej rodziny mogła się znacznie obniżyć. Nic go to nie obchodzi, bo liczą się tylko pozory.

 

I jeszcze ta nieszczęsna kasa. Jakby tylko o to chodziło. Biała koperta stała się nieodłącznym elementem wizyty kapłana. Wszystko inne zeszło na dalszy plan. Szczera rozmowa o życiu, problemach rodziny, sytuacji finansowej itp. - po prostu nie istnieją.